Żyjemy w systemie medycznym, w którym samodzielne myślenie lekarza i skuteczność w usuwaniu przyczyn chorób stają się… wykroczeniem dyscyplinarnym. Izby lekarskie coraz częściej piętnują tych, którzy wychodzą poza sztywne procedury. Lekarz ma być dziś jedynie urzędnikiem podpisującym recepty na leki, które rzadko eliminują źródło problemu, za to generują skutki uboczne wymagające kolejnych specyfików.
𝙋𝙖𝙘𝙟𝙚𝙣𝙩 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙨𝙩𝙖ł 𝙗𝙮𝙘́ 𝙤𝙨𝙤𝙗𝙖̨ 𝙙𝙤 𝙬𝙮𝙡𝙚𝙘𝙯𝙚𝙣𝙞𝙖 – 𝙨𝙩𝙖ł 𝙨𝙞𝙚̨ 𝙥𝙚𝙧𝙢𝙖𝙣𝙚𝙣𝙩𝙣𝙮𝙢 𝙠𝙡𝙞𝙚𝙣𝙩𝙚𝙢 𝙬 𝙨𝙖𝙢𝙤𝙣𝙖𝙥𝙚̨𝙙𝙯𝙖𝙟𝙖̨𝙘𝙮𝙢 𝙨𝙞𝙚̨ 𝙗𝙞𝙯𝙣𝙚𝙨𝙞𝙚.
Doskonale widzieliśmy to w czasie pandemii. Lekarze, którzy ratowali ludzi nieszablonowymi metodami, byli marginalizowani, zastraszani i pozbawiani praw wykonywania zawodu. Machina medialna, napędzana globalnym kapitałem, zasiała taki paraliżujący strach, że zdemolowano podstawowe prawa obywatelskie i konstytucyjne. Co najgorsze, w tym amoku pogubił się również wymiar sprawiedliwości – sędziowie, prokuratorzy i adwokaci, zamiast stać na straży prawa, sami ulegli systemowej presji. Skoro system prawny nie potrafił obronić samego siebie, jak ma dziś chronić obywatela?
𝙐𝙥𝙖𝙙𝙚𝙠 𝙚𝙩𝙮𝙠𝙞 𝙞 𝙧𝙤𝙯𝙗𝙞𝙘𝙞𝙚 𝙘𝙯ł𝙤𝙬𝙞𝙚𝙠𝙖 𝙣𝙖 𝙠𝙖𝙬𝙖ł𝙠𝙞.
W pogoni za zyskiem ucierpiała etyka. Skandale finansowe w szpitalach pokazały, że dla wielu systemowych medyków pieniądz stanął ponad pacjentem. Równolegle postępuje destrukcyjna hiper-specjalizacja. Lekarze przestali widzieć w człowieku zintegrowaną całość – każdy leczy tylko „swoją” tkankę lub organ. Skutek? Medycyna objawowa całkowicie straciła z oczu przyczynę chorób.
Kolejnym krokiem do odczłowieczenia leczenia są zautomatyzowane e-recepty generowane przez algorytmy. Gdy algorytm zastąpi lekarza, na każdy symptom dostaniemy automatycznie przypisany chemiczny specyfik. To droga na dno, dlatego system próbuje całkowicie zakneblować usta tym, którzy mają odwagę mówić o prawdziwym uzdrawianiu. Służą temu m.in. regulacje typu „lex szarlatan” – bat na każdego, kto wykaże się większą skutecznością niż medycyna stworzona pod dyktando imperium Rockefellera.
𝙅𝙖𝙠 𝘽𝙞𝙜 𝙁𝙖𝙧𝙢𝙖 𝙩𝙧𝙯𝙮𝙢𝙖 𝙬 𝙜𝙖𝙧𝙨́𝙘𝙞 𝙢𝙞𝙣𝙞𝙨𝙩𝙚𝙧𝙨𝙩𝙬𝙖?
Współczesny model medyczny, ukształtowany na początku XX wieku przez kapitał Rockefellera, celowo odsunął na boczny tor bezpieczne, naturalne i tanie metody leczenia na rzecz patentowalnej chemii.
Dlaczego ministerstwa zdrowia na całym świecie ślepo realizują te narracje?
𝙇𝙤𝙗𝙗𝙞𝙣𝙜 𝙞 𝙛𝙞𝙣𝙖𝙣𝙨𝙤𝙬𝙖𝙣𝙞𝙚.
Koncerny farmaceutyczne dysponują budżetami lobbingowymi większymi niż PKB niektórych państw. Finansują kampanie wyborcze polityków, fundacje eksperckie oraz kluczowe badania naukowe.
𝙕𝙟𝙖𝙬𝙞𝙨𝙠𝙤 „𝙙𝙧𝙯𝙬𝙞 𝙤𝙗𝙧𝙤𝙩𝙤𝙬𝙮𝙘𝙝”.
Urzędnicy zatwierdzający leki w ministerstwach lub agencjach rządowych po zakończeniu kadencji płynnie przechodzą na luksusowe stanowiska w strukturach Big Farmy (i odwrotnie). Tworzy to oczywisty konflikt interesów.
𝙐𝙯𝙖𝙡𝙚𝙯̇𝙣𝙞𝙚𝙣𝙞𝙚 𝙖𝙜𝙚𝙣𝙘𝙟𝙞 𝙧𝙚𝙜𝙪𝙡𝙖𝙘𝙮𝙟𝙣𝙮𝙘𝙝. Instytucje, które powinny kontrolować rynek leków, są w ogromnym stopniu współfinansowane z opłat wnoszonych przez same firmy farmaceutyczne za rejestrację produktów.
𝙎𝙥𝙤𝙣𝙨𝙤𝙧𝙤𝙬𝙖𝙣𝙞𝙚 𝙚𝙙𝙪𝙠𝙖𝙘𝙟𝙞.
Programy studiów medycznych są w pełni sprofilowane pod farmakoterapię. Lekarz od pierwszego roku uczy się, jaki lek przypisać na daną jednostkę chorobową, zamiast jak szukać jej biologicznej przyczyny.
Wszelkie projekty, innowacje i terapie, które mogłyby realnie uwolnić setki tysięcy ludzi od chorób przewlekłych, są wygaszane lub dyskredytowane. Biznes nie potrzebuje człowieka zdrowego (bo nic nie kupi) ani martwego (bo już nic nie kupi). Biznes potrzebuje człowieka przewlekle chorego.
Zastanówmy się, czy chcemy bezkrytycznie finansować i legitymizować system, który staje się coraz bardziej opresyjny, narzuca monopol na prawdę i traktuje nasze zdrowie wyłącznie jako pozycję w arkuszu kalkulacyjnym
