Wokół nas mnóstwo mówi się dziś o tolerancji, równości i prawie do własnej tożsamości. Dlaczego więc te piękne hasła natychmiast przestają obowiązywać, gdy wkraczamy na terytorium zdrowia? Dlaczego w oficjalnej narracji państwowej istnieje miejsce tylko dla jednego, instytucjonalnego monopolu?
Medycyna akademicka, którą na co dzień widzimy w szpitalach i przychodniach, to świetne narzędzie ratowania życia i nowoczesnej diagnostyki. Ale pamiętajmy o jednym: to nie jest etnicznie „polska medycyna”. To globalna, zachodnia biomedycyna, którą zaadaptowaliśmy urzędowo.
Tymczasem nasza prawdziwa, rdzenna, polska i słowiańska medycyna ludowa – oparta na ziołolecznictwie, mądrości pór roku, bliskości ziemi i pokoleniowym doświadczeniu – jest spychana w cień. Co gorsza, próbuje się ją uciszyć.
UWAGA NA URZĘDNICZE PUŁAPKI
Pod pretekstem walki z realnymi oszustami (słynne projekty typu „Lex Szarlatan”), za zamkniętymi drzwiami komisji sejmowych nagle zapomina się o obietnicach składanych zielarzom, fitoterapeutom i praktykom pracy z ciałem. Język walki z „dezinformacją” staje się wygodną pałką. Istnieje ogromne ryzyko, że zamiast eliminować faktyczne nadużycia, urzędnicy wrzucą do jednego worka z napisem „szarlataneria” zarówno bezwzględnego naciągacza, jak i dyplomowanego zielarza czy tradycyjną babkę z Podlasia.
Stańmy w prawdzie i wyznaczmy jasne, uczciwe granice:
MOJE SPOJRZENIE: NIE ODCINAJMY KORZENI!
Pamiętajmy, że nowoczesna farmacja nie spadła z nieba – w ogromnej większości wyrosła z lasów, łąk i ogrodów, które badały nasze prababki. Odcinanie się od medycyny tradycyjnej to akt kulturowej amnezji. Nawet Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) mówi dziś jasno o potrzebie mądrej integracji medycyny konwencjonalnej z komplementarną.
Zdrowie człowieka to nie tylko numery procedur NFZ i kody recept. To jedność ciała, ducha i natury. Jako świadomi pacjenci mamy prawo wymagać nowoczesnej diagnostyki, ale mamy też pełne prawo szukać wsparcia w tym, co naturalne, sprawdzone przez wieki i bliskie naszym słowiańskim korzeniom.
Nie pozwólmy odebrać sobie wolności wyboru pod płaszczykiem „ochrony”. Szanujmy naukę, ale nie zapominajmy o naturze! 
